Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.

MARZENIA I LUDZIE

odważni by je spełniać

PASJONACI
Woda, góry, miasta...

CHCIEĆ ZNACZY MÓC
Poznaj smak przygody!

Fundacja 4 Kontynenty

Jesteśmy pasjonatami podróży, spełniamy Wasze i nasze marzenia.
Naszymi marzeniami jest wyprawa jachtem na Antarktydę poprzez oceany, morza i kontynenty.
Przez 4 Kontynenty.

II Śląskie Targi Sportów Wodnych i Rekreacji WIATR I WODA – 4 Kontynenty i Mariner Yachts na szerokich wodach.

W dniach 10-12 listopada 2017 roku w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach odbyła się druga edycja Śląskich Targów Sportów Wodnych i Rekreacji WIATR I WODA i oczywiście nie zabrakło na nich i nas. Fundacja 4 Kontynenty była obecna na tej imprezie wraz z Mariner Yachts gdzie było nas słychać, dzięki pięknemu głosowi koleżanki z Mariner Yachts, która przez trzy dni przez mikrofon opowiadała o naszej Fundacji. Było nas też widać, ponieważ jako jedyni na targach wyświetlaliśmy film na rozwiniętym foku  i to jaki film, stworzony z przepięknych i magicznych zdjęć zrobionych przez nasze wspaniały załogi SY Sifu of Avon oraz SY Bystrze.

Kochani, zainteresowanie było ogromne, ludzie zatrzymywali się, oglądali zdjęcia i z podziwem słuchali, gdy nasza ekipa opowiadała o wyprawie na Arktykę. Pytano o kolejne plany, rejsy, wyprawy i pomysły. Chętnych do dołączenia w nasze szeregi było sporo, zwłaszcza jeśli o naszej fundacji opowiada z wypiekami na twarzy jedna z naszych podopiecznych Adrianna Krysiak która wzięła udział w jednym z etapów wyprawy Arktyka po tym, jak niestety w tym roku, nie udało się zorganizować „Szkoły pod Żaglami”. Pomogliśmy spełnić marzenie,  teraz ona wspiera naszą ideę.

W trakcie targów spotkaliśmy wielu starych przyjaciół Fundacji 4 Kontynenty, jak i pozyskaliśmy kilku nowych, którzy mamy nadzieję, że przyniosą naszej sprawie dużo dobrego.

Kolejne targi już niedługo, na których też na pewno nas nie zabraknie i zaskoczymy zwiedzających naszymi nowymi pomysłami.

Bądźcie z nami 10-13 marca 2018 w Warszawie 

Marzena Szyszka 

Facebook
Tweet
Google

Klub Podróżnika Fundacji 4 Kontynenty oficjalnie otwarty

W piątkowy wieczór 27.10.2017 r. w restauracji „ Stary Młyn” przy ulicy Piłsudskiego 21 nastąpiło pierwsze spotkanie podróżników. W klimatycznej restauracji, której historii nikt nie zna zjechali się podróżnicy z rożnych stron Polski. Największa grupa przyjezdnych osób to członkowie Fundacji 4 Kontynenty, którzy licznie przybyli do Trzebini.

  • Zacznijmy jednak od początku.

Nie wszystko poszło tak jak sobie tego życzyliśmy. Najpierw okazało się, że nie mamy do dyspozycji sprzętu nagłaśniającego i projektora, po prostu ktoś zawalił i postawił Nas przed faktem dokonanym. Cóż zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym i trzeba było działać. Tutaj na wysokości zadania stanęli sympatycy Fundacji 4 Kontynenty. Ewa potocznie zwana Ewa Marchewa przywiozła z Krakowa nagłośnienie, Leszek Warchoł dowiózł projektor z Yc Opty. I kiedy się wydawało, że jesteśmy na ostaniej prostej okazało się, że brakuje nam odpowiednich kabli. Z pomocą przyszła trzebińska grupa lokalnych muzyków i mogliśmy już zacząć. Nasz rozkład jazdy już był dość mocno rozregulowany, publiczność zniecierpliwiona oczekiwaniem na prelekcje i koncert.

  • Adam za sterami rusza w świat

W końcu po skonfigurowaniu komputera ze sprzętem ruszamy wraz z Adamem Sarama w daleką krainę Arktycznego Oceanu przez Polską stację Polarną Hornsund do dalekiego NY- Alesund. Adam przez godzinę opowiadał ciekawe historie z którymi się zetknął , jak i opowiedział o samym Spitsbergenie. Nasza publiczność dowiedziała się jak życie toczy się na dalekiej Arktyce i nie zawsze rozmawia się na Spitsbergenie po norwesku czy angielsku.

  • Prawdziwa gwiazda w Trzebini

Po prelekcji odbył się koncert znanego Polskiego SzantyMena Henryka Czekały o muzycznym pseudonimie „Szkot”. Były wspólne śpiewy szantowe, które podtrzymały klimat wyprawy żeglarskiej Adama. „Szkot” pokazał swój kunszt wokalny i potwierdził, że w tej dziedzinie jest najlepszy w Polsce.

  • Podsumowanie

Dla nas największym sukcesem jest to że pomimo przeciwności losu udało nam się przetrwać trudne chwile. Na przyszłość jednak będziemy sami organizować sobie sprzęt rezygnując z współpracy z nierzetelnym partneram. Na spotkaniu gościło 75 osób ze Ślaska, Małopolski, Łodzi, Zgierza, Dolnego Śląska i innych stron Polski. Lokalna społeczność niestety nie dopisała pomimo licznych ogłoszeń kulturalnych w powiecie chrzanowskim. Internet jednak to słaba promocja na wydarzenia kulturalne więc na drugi raz się bardziej postaramy aby dotrzeć do większej rzeszy mieszkańców powiatu.

Spotkanie było organizowane jako wydarzenie non profit i takie też pozostanie.

  • Szczególne podziękowania kieruję do :

Adama i „Szkota” za udział w sympatycznym wieczorze

Zbyszek Marek za organizacje stojaka i zaproszenie Henryka Czekała „Szkot

Ewa Marchewa za organizację sprzętu nagłośnieniowego

Leszek Warchoł za opiekę nad ośrodkiem noclegowym i uczestnikami wydarzenia

Łukaszowi za udostępnienie sali Restauracji „ Stary Młyn”

Rafałowi Tyksiński za fotografie podczas wydarzenia

Yc Opty za wypożyczenie projektora

Oraz wszystkim przybyłym na spotkanie. Bez Was nie miało by to sensu, udowodniliście po raz kolejny, że chcieć to znaczy móc

Już wkrótce kolejne spotkanie, informacje znajdziecie na stronie www.4kontynenty.pl

  • Jeśli chcesz podzielić się swoimi przeżyciami z podróży, jeśli grasz ciekawą muzykę -skontaktuj się z Nami, spróbujemy zgrać nasze terminy na kolejne prelekcje i koncerty tematyczne.
  • Wspierając Fundację 4 Kontynenty dajesz szansę na realizację ciekawych projektów podróżniczych jak i wspierasz osoby, które nie mają szans wyruszyć gdziekolwiek.

Mariusz Noworól 
Fundacja 4 Kontynenty
Osiedle Widokowe 8/7 32-540 Trzebinia
KRS: 0000595255 NIP: 6282265680
Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01
www.4kontynenty.pl
tel 696914676

 

 

Facebook
Tweet
Google

Expedition to Lenin Peak in 2017 za nami 

Tym razem bez zdjęcia ze szczytu!  Zabrakło niespełna 1000 metrów!
Pierwszy raz w życiu poczuliśmy ten gorzki smak wycofywania się niemal spod samego celu, nawet nie wiedzieliśmy że w ogóle to potrafimy... a jednak! Tak! Ale tylko dlatego, że w grę wchodziło zdrowie a może i nawet życie Krzyśka i NIE nie była to choroba wysokościowa a zwykła, paskudna jakaś bakteria, która dała efekty jelitowe do tego stopnia, że nawet nie było czasu na zastanawianie się co dalej! W tym wypadku musiało nastąpić tylko jedno - szybka ewakuacja z camp 3 do camp 2 a potem na dół. Na ponad 6000 m n.p.m organizm się już nie regeneruje a odwodnienie następowało z godziny na godzinę coraz większe. W takiej sytuacji konieczne jest wycofanie się czym prędzej i jak najniżej. Base camp znajduje się tam na wysokości 3600m.n.p.m, camp1 - 4400m.np.m, camp2-5400m.n.p.m a camp3 z którego atakuje się szczyt na 6100m.n.p.m i tam dotarliśmy. W campie 2 rozchorował nam się Bartek - członek naszego zespołu i przyjaciel i od tego się zaczęło! Byliśmy zmuszeni sprowadzać Bartka do jedynki, po 2 dniach wróciliśmy już tylko we dwójkę do camp2, kolejnego dnia do camp 3 a następnej nocy mieliśmy wyruszyć na atak szczytowy i tutaj na kilkanaście godzin przed atakiem rozchorował się Krzysiek! Walczyliśmy do samego końca, po ataku choroby Bartka zostaliśmy już tylko my we dwójkę a z nami góra, potężna, niebezpieczna, z milionem ogromnych szczelin i ryzykiem bardzo groźnej dla życia choroby wysokościowej, tego baliśmy się najbardziej. Cała akcja polegająca na aklimatyzacji przebiegła u nas perfekcyjnie, wszyscy czuliśmy się jak "Młodzi Bogowie"! Widzieliśmy trupy, ludzi z obrzękiem mózgu, płuc, wypadki z wpadnięciami do szczelin a my ciągle mocni i silni oraz fantastycznie zaaklimatyzowani parliśmy w górę i nagle.... p
upa, najpierw Bartek i powrót w dół przez "las szczelin" a potem znów tym samym lasem już tylko we dwójkę i jeszcze bardziej niebezpiecznie ale nadal mieliśmy "parcie na szkło". W trójce, tam gdzie ludzie już spać nie mogą i nie maja apetytu my spaliśmy jak zdrowe, małe dzieci . Zarówno w ciągu dnia jak i nocą po przebudzeniu na silu mieliśmy niebywały apetyt nie tylko na tę górę ale i na całe żarełko które  mieliśmy ze sobą w plecakach. Nagle znikąd pojawiło się coś, co w normalnych warunkach leczymy stoperanem i szafa gra ale niestety nie na tamtej wysokości, tam jedynym ratunkiem jest jak najszybsze zejście jak najniżej się da. Nie mieliśmy innego wyboru, jak się potem okazało dobrze zrobiliśmy,choroba nie ustępowała przez kolejnych kilka dni a czas uciekał.

Pogorszenie pogody i zbliżający się wylot nie pozwoliły na podjęcie kolejnej próby. Góra nie zając a my.... jeszcze z nią nie skończyliśmy.

Aneta Matula

 

Facebook
Tweet
Google

Weekendowy wypad na Małą Fatrę

25 Październik 2017 TREKKING

Piątkowa gonitwa w robocie, by jak najszybciej skończyć i wreszcie śmignąć w górki. Prawo Murphy'ego ( "jak coś się może zepsuć, to popsuje się na pewno" ) jest jednak niezawodne, toteż ostatecznie udało się ruszyć dopiero ok. 19.00. Odleciały więc w dal marzenia o sutych zakupach w słowackim sklepie ( czynne do 21.00 ), wykorzystaliśmy ostatnią deskę ratunku w postaci stacji paliw. No! Przynajmniej z pragnienia nie umrzemy ;-) Do Stefanovej obie załogi ( śląska i krakowska ) dotarły w zbliżonym czasie ok. 23.00, więc wieczór integracyjny przeciągnął się w długą noc. Było warto :D

Czas chyba przedstawić ekipę, bo choć nieliczna była ale za to nadzwyczaj różnorodna:

Fundacja 4kontynenty: Alicja, jej siostra Natalia i tzw. "Młody" oraz Ewa ( przez brata ). No i ja – od jakiegoś czasu;

Chatka Skalanka: Wojtek, Dżeju - no i ja;

Klub Góry-Szlaki: tym razem tyko ja.

Natalia i Młody postanowili przez sobotę pozwiedzać okolicę, a na szlak zostało 5 osób, więc jednym autem zjechaliśmy do Bieleho Potoka, skąd zielonym szlakiem ruszyliśmy w górę. Czas nie gonił, spacerowym tempem można było podziwiać małofatrzańskie widoki - tym razem w jesiennym przebraniu :-) Podejście szczytowe na Maleho Rozsutca przysporzyło trochę emocji Ewie, bo pierwszy raz miała kontakt z ołańcuchowanym szlakiem, ale poradziła sobie wzorowo.

Na sedlu Medzirozsutce rozdzielilismy się, gdyż Ala i Ewa już nie chciały na Velkeho a Wojtek i Dżeju chcieli. Ja się nie rozerwę, więc postanowiłem towarzyszyć damom – że niby gentelman jestem ;-) Po powrocie do Stefanovej trzeba było jeszcze drugim autem podjechać po pierwsze, ale przy okazji dało się zaliczyć Lidla w Terchovej, więc......znów z pragnienia nie umrzemy.

W niedzielę krakowska załoga wybrała się w Nizke Tatry, zaś śląska postanowiła zrealizować plan do końca: wycieczkę w Janosikove Diery. Drzewa w jesiennych barwach, potoki, wodospady, wąwozy.......nuuuudy. Nie ma co opisywać ;-) Lepiej spojrzeć na zdjęcia. Na fejsie zamieszczam zajawki tylko, więc jak ktoś chce sobie pooglądać całość to zapraszam tutaj:  (klik)

A....jeszcze podziękować chcę całej ekipie za towarzystwo w czasie tego weekendu. Mam nadzieję, że się podobało.

 Grzegorz Grochowski 

Facebook
Tweet
Google

Patronat Honorowy

28 Marzec 2017

Romki na końcu świata

19 Styczeń 2017

Sudety - 15-17.04.2016 r.

17 Kwiecień 2016

Fundacja 4 Kontynenty
Osiedle Widokowe 8/7 32-540 Trzebina (małopolskie)
KRS: 0000595255, NIP: 6282265680, REGON: 363676740

Wesprzyj nas:
Fundacja 4 Kontynenty
Konto: Bank PKO BP 8010 2023 8400 0098 0202 0056 01